30.11.3303

Zadeptać insekta!

Siedziałem sobie na czterech literach w kantynie techników tuż po mojej zmianie i czekałem na coś ad-plus. Nie, to nie nadgorliwość, po prostu trochę cienko z kasą. W widzie promocyjnym zobaczyłem zgraną pakę znajomych, która unicestwiała florę tego wszechzakątka - thargoidów. Pomyślałem - a co mi tam, słyszałem, że kilku pilotów wybiera się do Plejad.
Postanowiłem zreorganizować uposażenie mojego pythona. Podleciałem na Abnett Point w HR 8444 - rzut beretem. Tam lekko puszysty... nie, gruby... facet pokazał mi eksperymentalne bronie i elementy wyposażenia.
- Tu Pan sobie strzeli kilka razy, to uruchomi, a to... no dalej!... i tego... thargoidzi płaczą! - prezentował grubszy. Zapytałem:
- Co oznacza eksperymentalne w nazwie? - tak. Nie byłem zdecydowany, przecież większość tego eksperymentalnego dzieła to syf. Materace ugniatające sylwetkę, poduszki trzymające głowę, czy garnki niezatapialno-nieprzypalalne... Nie mówię, że testowałem, tylko znajomi... no... nie ważne.
- Eksperymentalne, bo dopiero się przekonujemy, jaki mają wpływ na thargogłowych! - odpowiedział sprzedawca.
Nieufnie zamontowałem 2x rakiety i 2x multicannony na robale.

Dlaczego robale? Nie wiem... Jakoś robale i thargoidzi kojarzą mi się z największymi klęskami śmiata - może to? A może po prostu nie lubię robali?
W drodze do systemu Electra w myślach już przeprowadzałem ksenocyd - pufff, pufff, a masz! - I w myślach, w glorii i chwale jako obrońca umęczonych (i oczywiście uciśnionych!) wracałem w peanach radości... Trwało to około półtorej godziny, zanim umieściłem w swoim wysłużonym Pythonie kilka zestawów naprawczych, eksperymentalne bronie, skaner i mechanizmy obrony. Umówiłem się na miejscu z kilkoma pilotami, którzy mają już doświadczenie z dezynsekcją. Spojrzeli na moje wyposażenie z przekąsem. Jeden z nich stwierdził: - Może być... - i wyruszyliśmy ze stacji Cavalieri w przestrzeń.

- Mam piątkę! - wykrzyknął Musketeer - oznaczało to, że wykrył źródło sygnału kwiatuszka, z którym mogliśmy się równać. Połączyliśmy się w skrzydło - a jakże! - Musketeer, Scarlet Yuri, Pajk i ja.
Pierwszy podgląd na sytuację - kilka imperialnych statków zniszczonych, zewsząd widać zielone opary... czegoś... niezwykłego. Nagle moim statkiem targają wibracje! Jakby tarcie metalu o metal, cały kokpit drży.

- Słyszysz? To on! - wykrzyknął Yuri. Nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś takiego. Byłem przyzwyczajony do rezonansu fal gwizdowych z powłoką statku, ale to naprawdę robiło wrażenie... i budziło przerażenie.
- Mam go zeskanowanego, walimy - stwierdził Musketeer - dotarło do mnie, że nie mogę się przejmować odgłosami z kabiny, choć może powinienem. Uruchomiłem swojego beam lasera na gimballu i strzelam w kształt przypominający rozkwitający bławatek.
Ucieka, jak tylko może. Mam go na celu i po chwili już jest poza zasięgiem. Puszczam na ślepo rakiety... - Jest, Serce odkryte - komunikuje Scarlet Yuri. Słychać, że to nie pierwszy robal na jego (jej?) poletku. Jak można zachować taki spokój? Strzelam do niego z wszystkiego co mam, dostaję EMP. Cisza. Co jakiś czas czuję, jak jakieś elementy odbijają się od statku... Słyszałem o Thargoid Swarm... Czekam... Ta chwila dłuży się w nieskończoność i..

Screenshot udostępniony dzięki CMDR Scarlet Yuri! Dziękuję!







JESTEM! Znów mogę manewrować statkiem! Widzę, że obcy statek ma aktywne tarcze - próbuję je zdjęć, nawet z niezłym skutkiem, ale co to? Trafiła mnie rakieta? Torpeda? Nie ważne, mam 13% poszycia kadłuba, brak tarcz, ale strzelam! to już prawie koniec, prawie... konie... koniec...

Budzę się w sali duplikacyjnej na Cavalieri - ostatnie uczucia jeszcze nie są wgrane do mojego umysłu, czuję odrętwienie. Gdy pojawiają się ostatnie chwile życia przesłane nadświetlnym kanałem niemal wybijam głową przezroczysty materiał chroniący. W uszach brzmi tylko wołanie - mam 12% hulla, podleć ktoś!
Przypominam sobie wszystko, pielęgnuję urazę do nieznanego przeciwnika, wyobrażam go sobie jako karalucha, kórego można zdepnąć, nad którym można zapanować.
- Już lecę - odpowiedziałem ze świeżo przygotowanego pythona - ustaw wiązkę beacona!
Ledwie wystartowałem i pojawiłem się tuż przy Scarlet.
- Ma już ostatnie serce, walimy! - stwierdził Scarlet Yuri - nie byłem pewny, czy to ona, czy on. Bezpieczniej myśleć, że to on, choć w sumie teraz nic nie jest bezpieczne.
Tarcze insekta przepadały w nicość, gdy tylko odkrył ostatnie serce udało się nam je zniszczyć i ostatecznie zadeptać insekta.


Pajk opuścił skrzydło zwalniając miejsce dla Elemy Green. Okazała się ona nie lada łowcą nie ustępując w niczym Pajkowi. Całe nasze skrzydło może pochwalić się na czwartkowy wieczór sześcioma ubitymi targogłowymi, co nie jest wynikiem wobec którego można przejść obojętnie.

Chwała pilotom, którzy uczestniczyli w nierównej walce z insektami!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz